to może wydać się dziwne, i najpewniej niedługo to minie, ale naprawdę, w tym momencie marzę tylko o tym, żeby przestać mówić i słuchać. nie musieć oznajmiać światu, że jestem i co się ze mną dzieje. nie odczuwać potrzeby dzielenia się sobą z otoczeniem, tym bardziej, że nie mam mu nic do powiedzenia. chciałabym zbudować sobie teraz norę, zaszyć się w niej, ograniczyć się do czytania i podstawowych biologicznych potrzeb. chcę zostać sam na sam ze słowami, nie angażującą muzyką i kubkiem malinowej herbaty. chcę przestać być na jakiś czas. tak po prostu. bez wyjaśnień.
może trochę dziwić fakt, że na dwa dni przed studniówką nie mam sukienki, nie mam butów, a wszystkie paznokcie mam połamane. i boję się siebie w momentach, kiedy wszystko jest mi tak totalnie obojętne.
jest świetnie. kiedy pijesz kolejne piwo, śmiejąc się do łez, z ludźmi z którymi niedługo trzeba będzie rozstać, ale nie chcę się o tym myśleć teraz. po prostu jest dobrze.
nawet kiedy marzniesz na przystanku, nie czując już dłoni, a do domu jeszcze tak daleko.
jest świetnie. kiedy pijesz malinową herbatę i doprowadzasz twoje dłonie do względnie normalnego stanu. i co wtedy?. wtedy musisz się mocno kontrolować. bo zimne jeszcze dłonie i alkohol krążący we krwi nie wróżą dobrze. skup się i pamiętaj, że pewne numery telefonu przestały dla ciebie istnieć. puść film, który skutecznie zaprzątnie twoje myśli, dopij herbatę i połóż się spać. cicho. z uśmiechem na ustach.
“Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.”
[...]Ona z nienacka objęła mnie przez sen, dwukrotnie wymówiła obce imię, tak czule, że nieomal się zdecydowałem przyjąć to imię, wziąć sobie tę czułość. Ale umarłem i wyszedłem stamtąd, i nadal idę poprzez wietrzną próżnię. Ale umarłem - i jeśli znajduję
miejsce na sen - to mocno przytulam poduszkę, krzyczę w poduszkę swoje imię martwe, krzyczę w poduszkę swoje imię martwe.
marcin ś.
nie, jest mniej dramatycznie.
jestem tylko dźwiękami, obrazami, filmami i słowami. urywanymi rozmowami i zdawkowymi kontaktami. i jest okej. jest wystarczająco.
“ Styczeń '10 brzmi nieco pokracznie w obecnym kontekście. Bo przecież pewne historie nie powinny mieć swojego dalszego ciągu. Nie powinny mieć wątków pobocznych, nagłych zwrotów akcji, które tak naprawdę odwracają wszystko o trzysta sześćdziesiąt stopni. Nie mają wreszcie happy endów, bo w takie przecież już nikt w tym momencie nie wierzy. Nie po tym co się stało. Takie historie jak ta kończą się wielokropkami. ”
Tylko nic mi nie obiecuj. Obietnice są dla dzieci, pierwszych miłości i przyszłych samobójców.
“ W listach z Ukrainy Karl-Joseph Zumbrunnen pisał: Wszystko, czego sobie życzymy, o czym myślimy i czego się spodziewamy, z pewnością nam się przydarzy. Sedno w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej. ”
— jurij andruchowycz "dwanaście kręgów"
ślady dłoni na zimnej skórze jeszcze ciepłe.
musiałam. po prostu musiałam tam pójść. z mokrymi jeszcze włosami o 23 z butelką czerwonego kalifornijskiego obrzydliwego wina w torbie na drugi koniec miasta. z ciekawości. ze strachem ale z ciekawości. czy się zmienił. co te dwa lata z nim zrobiły. wydoroślał. gdzieś przepadł ten mały poeta-grafoman, ten chłopak z gitarą. chociaż niewiele się zmienił. bał się ze mną rozmawiać. nabrał irytującego nawyku do przewracania oczami, po każdym moim słowie. zresztą rozmowa była zbędnym dodatkiem. chociaż trzeba było trochę czasu, żeby to sobie uświadomić. a potem już tylko kolejna butelka wina, ogień w kominku. trochę później siedział na przeciwko mnie w bezpiecznej odległości i mówił niezrozumiałym językiem. że nie chce związku, że się martwi, że to mnie rozpierdoli, że znowu nie będę potrafiła zapomnieć.mówię nie pieprz, to moja sprawa. jutro mnie tu już nie będzie. w ogóle już mnie nie będzie. teraz. chodź tu.
rozbierał mnie, wydawało się, że chce scałować ze mnie całą swoją nieobecność, albo zacałować to przyszłe niebywanie. już ostateczne. oczywiście zapaliła się w pewnym momencie ta czerwona lampka. trzeba wytyczać granice. można je niebezpiecznie naginać, ale nie przekraczać. nigdy się nie odwracaj do mnie w łóżku plecami. rano bardzo cicho już mnie nie było.
Rocknrolla, wczoraj obejrzany, bardzo zręczny, mimo, że zazwyczaj omijałam tego typu kino. poszła za nim cała lawina. raz ze względu na Guya Ritchiego - Przekręt i Porachunki , dwa - ze względu na ten soundtrack, który uwielbiam, obie płyty Subwaysów i cała płyta z Rocknrolli. Mam w sobie dużo energii, nie mam co z nią zrobić;